sobota, 18 lutego 2017

twój ziomek co się wozi, jest mi obojętny

Odkąd dosięgło mnie jednak pincet plus - choć w nieco przewrotnej formie, bo nie mam dostać, ale oddać, i nie pincet, tylko dziesiątki tysięcy monet - nieco, przyznam, przygasłam.

Jako osoba z natury ponura nie od razu zorientowałam się, że coś jest ze mną nie tak. Poznałam to dopiero po tym, że coś we mnie, imperatyw jakiś, nakazał mi słuchać radia "Damien Rice" na Spotifaju. Spoko radio, miłe dźwięki, stacja Czili w koncentracie odparowanym z quasikulturalnych bełkocików i przemycanych łagodnie nowinek z kosmosu w rodzaju "20 marca rozpocznie się astronomiczna wiosna i od tego czasu dzień będzie trwał tyle samo, co noc".

Zatem zdiagnozowałam u siebie: dół. Bolący dysonans wybrzmiewający echem w trzewiach spowodowany uszczelnieniem przez rząd systemu podatkowego. Straszliwa trauma, że sobie NIE KUPIĘ. Cios. Nie będzie się czym wozić na instagramie. Czym to leczyć? Co robić? Jak żyć?

Pocierpiałam, pożałowałam, porozdrapywałam, a jednak czas, ciężka praca i radio Czili leczą rany. Wykaraskawszy się nieco z utraconych plenerów, sprzętów, strojów, butów, ewentualnych zabiegów upiększających - odmładzania, przedłużania, zagęszczania i odsysania - doszłam do następujących wniosków:

Wszystko mam: niegarbate ciało co się jeszcze rusza. Miły pysk.

Starego - co mnie wkurwia, nie powiem, ale w nim czuję pokrewną duszę. Liczę się z tym, oczywiście, że najdalej pojutrze odejdzie z młodszymi, ale się nie nakręcam. Najwyżej odejdzie, jak owe dziesiątki tysięcy monet. Będzie wówczas wkurwiał młodsze. Dobrze im tak, szmatom.
Namawiam go zresztą, żeby, jeśli musi, odszedł jak najprędzej. Traktuję to w kategoriach przygody - liczę, że się wówczas zlecą chłopaki, a ja zakręcę wreszcie intelektem, błyskotliwym poczuciem humoru, erudycją oraz wdziękiem. Fajnych chłopaków nie powinno to mocno przerazić.

Dzieci mam. Dwoje, czy, jak chce rząd Beaty, jedno. Synów. DWÓCH, Beato. Udanych.
Jeden z nich chce zostać co prawda fizykiem teoretycznym, ale jest to w zasadzie jedyna jego wada.
W dodatku przy okazji studniówki okazało się, że ma figurę modela - manekina wiodącej firmy odzieżowej z Wisłą w godle i z Lewandowskim na liście płac. Wypruwszy sobie flaki zafundowaliśmy Annie waciki, a naszemu wiotkiemu dziecku outfit studniówkowy w modelu super slim. Ku naszej uciesze okazało się, że niczego nie trzeba zmieniać: długości rękawa, nogawki, przesuwać guzika. NIC. Uradowani tym niewątpliwym propsem daliśmy mu na trzecie Rubik.

A DRUGI, Beato, jest miły, wesoły, leniwy i śliczny. Typ sportowca, z czego wnoszę, że zamieniony w szpitalu. Niezłomny kurczak walczący dzielnie z wszystkimi przejawami grawitacji. Człowiek zabawa. Człowiek nie-dla-tabliczki-mnożenia. Człowiek stylówa-i pasta-matująca-muszą-być. Człowiek o niebezpiecznych skłonnościach artystycznych.

Koty mam. Dwa. Jednego w pasiastych rajtuzach. Drugiego czarno-czarnego. Ten czarno-czarny jest bardzo fajny. Pasiasty jest fajny. Nie leją do butów. Jest OK.

A że nie mam smega? Kiedyś miałam, to się chuj popsuł. I co? Rdzewieje gdzieś na szrocie. A trzeba było zostawić. Do zdjęć. Niby od niechcenia fryzować skromne obierki w kuchni, tak, by nie zasłonić logosa. Teraz to wiem. Tu znowu kłania się syndrom pustego talerza po sushi. Że najpierw zeżrę, a potem sobie przypomnę o palącej konieczności wykonania zdjęć na instę i opublikowaniu ich z haszem #polishgirl #brunette #skinny #love.

Raz z nim zawalczyłam, z tym syndromem. Niestety, bez skutku.

Byliśmy z małżonkiem w modnej miejscowości w hipsterskiej smażalni. Gdy pulsujący ledami numerek zabrzęczał, mąż mój pobiegł po rybę z prostackim zamiarem, by ją zjeść.
- STÓJ!!! - krzyknęłam w trwodze i wyjęłam telefon by sfotografować potrawę i z pomocą adekwatnego filtra nadać skromnej flądrze wygląd kawioru.

Widząc moje starania by "jak uwiecznić chwile na świecie" jeden z siedzących przy sąsiednim stoliku nietrzeźwych młodzieńców odezwał się:

- A pamiętacie - rzekł tubalnie, że niby do kolegów - jak w latach osiemdziesiątych człowiek robił zdjęcie obiadu polaroidem i potem latał po piętrach, żeby wszystkim sąsiadom pokazać?

I po co ja to słyszałam? Mogłam przecież pójść do innej smażalni. W innej modnej miejscowości (choć nie wyobrażam sobie modniejszej, umówmy się). A i owi młodzieńcy mogli chlać gdzieś indziej. Dlaczego takie komunikaty opaczność podsuwa właśnie mnie?

A tak pragnęłam zaistnieć. To podłe!


7 komentarzy:

  1. Ci młodzieńcy musieli być dość wiekowi, by pamiętać coś takiego.
    Doprawdy, nie rozumiem, jakie to znowu monety będziem oddawać Naszej Ojczyźnie i dlaczego? Już dość dawno nie oglądałam TV, może dlatego? Pozdrawia była tajna wielbicielka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytać w miejscu publicznym! Nie czytać w miejscu publicznym! Nie czytać ... :D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  3. moja najdroższa. nie poczebujesz innych świateł poza światłością własną, by błyszczeć. możesz chodzić w worku pokutnym, w dresach z kontenera pck, a i tak każdy ujrzy twe piękno. czego oczywiście ci nie życzę. życzę ci oczywiście najlepszych kąsków z tikejmaksa. niemniej jednak wiedz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesteś moim lekarstwem na doła.

    Ależ ty masz talent kobieto!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, tak! Kocica & Kaczka to najlepszy zestaw leków na doly.

      Usuń
  5. Mlodziency byli NIETRZEZWI! Zeznania nietrzezwych sie nie licza.

    OdpowiedzUsuń