piątek, 22 lutego 2008

Jem liczi

Podczas kolejnej nieprzespanej nocy rozmyslalam przy akompaniamencie o zagadnieniach.
Niestety, zagadnienia nieco mi umkly.


Jesli tak dalej pojdzie to pojde na jutrzejszy bal na czterech podpierajac sie nosem. I nadal nie mam wymarzonej sukni. Calkowicie juz stracilam nadzieje na jej manie.


aaa, no i dzwoni do mnie Tabaza i mowi tonem nie znoszacym sprzeciwu:
„Ty mi mow, co ubierasz na bal! Tylko nie krec, mow jak na spowiedzi! Zadnego mataczenia, sama prawde i tylko prawde!”


Co sie okazalo.
Tabaza ma traume na linii odziez – bal.
Otoz byla ona jakis czas temu na balu klasowym ze swoja klasa. I na pytanie jaki obowiazuje dress code wszyscy oni odpowiadali zgodnym chorem, ze eee, tam nic wielkiego, takie tam beleco.
Przychodzi zatem moja kolezanka na impreze w dzinsach, patrzy, a tam!!!


Damy w toaletach bez plecow i z dekoltem po lono, ewentualnie w sukniach z trzymetrowym trenem i rozcieciem do pachy, panowie we frakach i cylindrach, melonikach i smokingach itepe. Wszedzie brokat, koronka, falbany, merezki, cekiny, serpentyny, koafiury, gryzacy zapach parfę i szum strusich pior.


„W zyciu sie tak okropnie nie czulam” – wyznala ze lzami w glosie


No, ja nie wiem. Moje stanowisko jest takie, ze to oni powinni sie czuc idiotycznie, zwazywszy, ze to nie byl bal we wenecyji tylko sped klasowy.
Ale ja sie nie znam. Nigdy nawet nie mialam bialej bezy do slubu koscielnego. Ba, nawet slubu koscielnego nie mialam. To cud, ze w ogole mialam jakis slub.


Zatem Tabaza kazala mi przysiac, ze dokladnie opisze jej swoj stroj.
Na razie nie opisuje, gdyz nie mam za bardzo co, ale jesli zajdzie taka potrzeba, to ja tym razem moge odegrac role gupiego jasia w dzinsach. Z przyjemnoscia. Mnie to szczyka.
Ja jestem artystka, mnie wszystko wolno, ja sie moge owinac papierem te i zwienczyc kokarda.


I to bedzie szalenie la boheme!
Kokardy sa baaardzo modne w tym sezonie. I pumpy.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza