piątek, 29 sierpnia 2008

twist-off

Teoretycznie mialam wiele zlotych mysli do przekazania wszechswiatu, lecz wzrok moj padl na plame na obiciu. Bialym. Trzeba nie miec mozgu, zeby kupujac biale byc w ciazy.


I mi sie rozwialy.

Istnieja jednak tacy, co to mozg posiadaja, bialego w ciazy nie kupuja i wiekopomne sentencje swiatu daja. Ba! Zapobiegliwie w ciazy nigdy nie bywaja chytrze przewidujac, ze to sie nie moze skonczyc niczym zlotym.


Wczoraj jadac samochodem wysluchalam w skupieniu jednej, o nazwie MYSL DNIA, uknutej i wyartykulowanej przez Joanne Kos-Krauze.

Na marginesie: krauza = sloik.


No wiec pani Krauze powiedziala cos glebokiego, ale nie zapamietalam.
Spadlo na mnie jedynie mroczne wspomnienie, jak to kiedys gdzies wyczytalam, ze pani Krauze nie jest starsza pania, tylko ma mniej wiecej tyle lat co ja. I sie wystraszylam nie na zarty.


Po pierwsze dlatego, ze myslalam, ze ona ma sto dziesiec lat.
I ze to by oznaczalo, ze moze ja chyba tez mam sto dziesiec i tylko mi sie wydaje ze jest inaczej.


Po drugie zas dlatego, ze NIKT NIGDY NIE ZAPROPONOWAL MI ZEBYM PRZYSZLA DO RADIA I POWIEDZIALA COS GLEBOKIEGO.
A nawet gdyby ktos sie zjawil, to jedyne co mi przychodzi na mysl to: HAŃCZA.
Ale moze gdyby byl czas do namyslu to cos innego.


Moze to jednak lepiej. Moj jezyk gietki czesto wyprzedza co pomysli glowa.

Przecwiczylam to raz na mass mediach, a one nieco dodaly od siebie oraz to i owo z ust mi wyjely.

Matko, co sie dzialo!


Niemniej urodzil mi sie kompleks.
Nowy.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza