środa, 22 października 2008

baby blues

Moja brand new obsession jest taka, że mi dziecko nie rośnie, karłowate, chude, dziesięć deko waży.
Na oko niby zdrowe jest jak koń, ale moze cos sie czai pod powierzchnia?


Z okazji 2 rocznicy postanowilam dzis uroczyscie zmierzyc Buniozyla.
Ustawilam trybuny, spedzilam tlumy.
Postawilam w skarpetkach przy framudze, wzielam ekierke oraz metrowa linijke renomowanej firmy SKALA.


I mi wyszlo, ze nie dorasta on do siatki centylowej.


Moze zbyt uczciwie zmierzylam?
Zawsze mialam przesadna sklonnosc do aptekarskiej precyzji przy rozlewaniu piwa na dwie szklanki i teraz to sie msci.
Moze powinnam plus minus dolozyc z 5 centow i juz by byla inna rozmowa.


Co do wazenia to nie wiem jak zwazyc, bo go waga nie widzi.
Normalnie, stawiam a ona: 0.00


Jak tylko sie obudzi polece sprawdzic, czy w ogole rzuca cien.


Jest mi przykro, gdyz przegrywam z kretesem w wozkowym wyscigu zbrojen.
Wszystkie przypadkowo spotkane pociechy w wieku Bunia leca z pamieci od „Litwo ojczyzno moja” do „ciche grusze siedza”.
I sa dorodne, bujne, rumiane, oczytane i inteligentne oraz maja zadbane matki co to ugotuja, wypiora, posprzataja i jeszcze czas znajda na lekture Tiny.


A moje przerazliwie chude dzieci wyroznia to jedynie, ze maja permanentnie brudne ryje, rozedrgana wewnetrznie matke-histeryczke i wygniecione łachy.


W dodatku gryzmola po scianach.


Ostatnio natknelam sie na dwie babcie w trakcie wymiany doswiadczen.
Jedna z nich, trzymajac pod pachy przekarmionego trzylatka, rzekla: musze mu kupic buty bo ma juz osiem miesiecy i niedlugo zacznie chodzic.


Biorac pod uwage kategorie wagowa to chyba od razu do zerowki.


Mam depresje. Ide tuczyc.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza