poniedziałek, 1 grudnia 2008

zycie jest forma istnienia bialka

Ilekroc niechcacy zagladam sobie w tyl glowy, natychmiast zaciskam powieki.
Tam sie dzieja rzeczy niepokojace.
Staram sie omijac to miejsce.
Unikam go raczej.
Stronie.


Z przodu wszystko pieknie ladnie.


tak, tak, nie, nie
cytomegalia – nie
toksoplazmoza – nie
histeria – czasami
depresja – niedzielna
cukier w normie


Z przodu wszystko elegancko posegregowane:


Tak, wiem. Coz, tak to jest. Tak, oczywiscie, rozumiem.
Takie jest zycie.
Dwa i dwa cztery.
Wiosna lato jesien zima.
Bank, dentysta, magiel, pralnia
Narodziny, zaslubiny, smierc.
Chleb, maslo, ser, cukier, pasta do zebow, gazeta.


Ile palcow widzisz? Bardzo dobrze.


Tam, z tylu, nic sie nie zgadza. Intensywnie wyswietla sie na czerwono pytanie:
Ale, kurwa, jak to?


ALE, KURWA, JAK TO?


Jak to nie ma?
Gdzie nie ma?
Nigdzie?
A kiedy bedzie?
Nigdy?
Niemozliwe, zawsze byl.
Od zawsze.
Ale wroci?


To po co to ja sie ubralam, po co sie poczesalam?
Po co sie ubierac? Po co sie czesac?
Nie czeszmy sie nie ubierajmy.
Na znak protestu.


Jeszcze miesiac temu, jeszcze dwa tygodnie temu.
Jeszcze kawa. Ale mala i tylko pol.
Jakby wszystko jeszcze bylo mozliwe.


Z tylu nic nie rozumiem.
Nic.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza