środa, 4 marca 2009

przychodzi baba do lekarza

U ginekologa fajnie. I odkrywczo.


Baba odkryła mianowicie, że we wtorki jest niedobrze się umawiać do doktora, bo przychodzą panie „na ćwiczenia i czasem wchodzą do gabinetu sprawdzić jaki jest efekt ćwiczeń” i jest tłumnie.
Ale to nie tłumy straszych pań babę urzekły, ale te ćwiczenia.
Wyobraźnia baby zaczęła pracować i nie dawała jej spokoju przez cały okres oczekiwania w trakcie poślizgu godzina piętnaście.
No bo tak: domyśliła się chytrze, że z całym prawdopodobieństwem chodzi o ćwiczenie pewnego istotnego z wielu względów mięśnia dna miednicy rzutującego, jak się okazuje na całokształt.


Tylko jak?
Że co?
Którędy?
Jakim przyrządem?
Elektrostymulatorem?
Na atlasie?
Wibracyjnie?


I co? Fajnie?


I jeszcze pielęgniarka oświadczyła znikając za drzwiami: „Zaraz wracam, muszę sobie zmienić pacjentkę”.


A zatem różnie.


Panie wychodzace z gabinetu ćwiczeń miały nieprzenikniony wyraz twarzy, więc baba nie uzyskała odpowiedzi na żadne z dręczących ją pytań.
Ale pociesza się faktem, że za kilka lat niechybnie sama się dowie.


Zleci, jak z bicza strzelił i już niebawem sama będzie zadawać szyku krocząc wygimnastykowanym na mieście.
A co!



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza