poniedziałek, 20 lipca 2009

tirlititi, two ladies

Zasadniczo cieszy mnie fakt, iż mój mąż obstaje przy stanowisku, że jest pedałem.


Zatopiwszy się w lekturze blogów męskich typu „macho” o dość lekkim piórze niestety, (niestety, ponieważ gdyby ciężkie, to bym nie zagłębiłą się w lekturze), zatem zatopiwszy się w lekturze, poczytałam, poczytałam, poczytałam i…
I doszłam do punktu, nazwijmy go umownie punktem „G”, w którym zrodziło się w mojej głowie następujące pytanie natury egzystencjalnej:


CO TO, KURPFDWFA*, JEST?!!!


I, że to niemożliwe.
Zaczęłam wskutek łacno wierzyć w dogmat, że chłopcy mają umysły ścisłe a dziewczynki nie mają w porównaniu.
Te wyliczanki, szczegóły, liczby, dane, centymetry, daty, mililitry, hektopaskale, kwoty, odległości, pojemności, siły, pędy i popędy, milimetry słupa rtęci.
I to wszystko o miłości do dwóch kobiet (jednocześnie, a jakże).
To znaczy chyba. Już sama nie wiem. A może o jebaniu?


Kto mi powie? O, weźmy tu: 40cztery.blox.pl


Wracając jednak do sedna, muszę koniecznie dać na mszę, aby Najwyższy utrzymał mojego małżonka w błogosławionym stanie pedalstwa jak najdłużej się da.
No, może komunikacja nam lekko klęka, ale aż boję się pomyśleć, co by było, gdyby był najprawdziwszym prawdziwym mężczyzną, jak ten od czterdziestu i czterech dokładnie policzonych przemyśleń.


Aż tylu! W głowie się nie mieści!



*Jako przenajprawdziwsza z prawdziwych kobieta-dama zmełłam w ustach przekleństwo.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza