środa, 5 maja 2010

partykuła wzmacniająca

Zatem po apelach o treści „Niechże już będzie ta wiosna” – jest.


I co teraz? Teraz trzeba się szybko napawać, bo zaraz będzie jesień. Nie należy bowiem przyspieszać biegu spraw.


Skoro jednak mowa o wiośnie, to mamy nowy plac zabaw (w placach zabaw jestem naprawdę oblatana) i ospę.
Nasz nowy plac zabaw nie posiada wad, a wśród nich należy wymienić tę koronną zaletę, iż wysypany jest po całości żwirem.


I to jest strzał w dziesiatkę!


Żwir króluje wśród dziecięcych środków wyrazu. Pozwala w sposób niewerbalny dać upust dezaprobacie. Napieprzają się wobec tego dzieciary żwirem po oczach gdy tylko coś im nie w smak i dzięki temu czujny sejsmograf rodzicielski rozsadzony na ławeczkach wyłapuje w lot złe wibracje u potomstwa.


To jednak nie koniec szerokiego wachlarza korzyści.


Żwir w obuwiu i kieszeniach, a nawet, nie bójmy sie tego słowa, w dziecinnych majtach, zakrada się na salony. I do alkowy. To cudowne! Dzięki małej porcji kamyczków na prześcieradle można się za naprawdę tanie pieniadze poczuć jak prawdziwa księżniczka! Wcale nie trzeba w tym celu wyjechać do jakiegoś wygrubaszonego SPA…


(Niestety, wykrył mnie Pan Muchomorek. Wdrapał mi się na kolana. „Jemek nie założył sfeteja!” oświadczył. Wyciaga łapki po moje litery. Idę. Do zabaw. Może tu jeszcze wrócę, by rozwinąć ważki wątek. Nie wiem).



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza