sobota, 10 marca 2012

gorzko. GORZKO.

Dobra, jestem o krok.


O krok od a) wielkiej ucieczki do lasu na księżyc – i to jest wariant bezkrwawy, lub b) przegryzę sobie tętnicę szyjną i rzucę się dla pewności pod tira.


SERIO.


Tak, drogi pamiętniczku, oto jak naprawdę wygląda macierzyństwo – jest piękniejsze i STRASZNIEJSZE JESZCZE JEST.
STRASZNIEJSZE, bo jest straszne. Bo jest schizofrenią, bo kochasz, ale pragniesz zatłuc. Chociaż nie, wcale nie pragniesz, przecież kochasz nad życie, więc nie wypada PRAGNĄĆ. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Po prostu wstydzisz się przed sobą i przed światem, że pod tym bielmem, tą trzecią powieką, która ci w chwilach obłędu oko pokrywa, miga jakaś scena z horroru, z piły, tylko przez ułamek sekundy, przez mgnienie, jakieś lśnienie, w każdym razie krew, dużo krwi. Nie unosi się gniewem. A potem jest kac. I rozdwojenie osobowości, czy raczej tego co z niej zostało, co nie zostało zmiksowane razem z mózgiem na papkę marchewka z cielęcinką. Nie pamięta złego. Takie uczucie, że ach, tyle podłości i że jak to jest urządzone, że wszelkie dobro obraca się w proch, perzynę i błąd wychowawczy. No bo umówmy się, dzieciątka trzeba niestety trzymać żelazną ręką za pysk, komu się ta trudna sztuka nie udała, kisia lala, będzie smażył się w piekle własnej rodzinki peel. Wszystko znosi. I że nie zniosę tego ani chwili dłużej, niech mnie ktoś ratuje. Chaos, chaos. On mnie zabije. Nienawidzę chaosu. Nie potrafię funkcjonować w chaosie. I w bałaganie. To kabaret owca, czy mój dom?


Tak, jesteśmy chorzy.
Tak, dziesięć dni razem, w domu, w synergicznym splocie, trzydzieści siedem i pół z rana. Tak, na zmianę tu gile, tam kaszel, tu kaszel, tam gardło, tu gardło, tam gile, a na koniec (buhaha, kto powiedział, że to koniec?) ząb.
Zupa dębowa.


Czuję, że robi mi się skowyt.


We wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.



(Podobno istnieje książka wywchowawcza, co jak się ją przeczyta, to jest pięknie i niedrogo, wszelkie rafy się opływa galeonem macierzyństwa na pełnych żaglach, zawsze świeci słońce, bałwan śpi, szkorbut nie istnieje, a kapitan nie ma ani jednej drewnianej nogi. KTOŚ CZYTAŁ?)


Miłość nigdy nie ustaje.


Japierdole.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza