wtorek, 5 lutego 2008

Przepraszam bardzo, czy pani hipersomnia?

Wstaję rano i mam dość.


I nawet nie mogę spokojnie wyżalić się mojemu dzienniczkowi bo ktos mi wisi na nogawce i ujada.
Obecnie siedzi obok mnie na fotelu i ma swoją klawiaturę i swoją mysz.
Ale nie. Pożąda moich. Włazi na mnie.
Postawiłam.
Stoi wczepiony w mój rękaw i ryczy. Łzy jak grochy kapią mu z przepastnych, błękitnych ócz.
Przestał ujadać. Zagaduje coś pokojowo. Nie podziałało, znowu ryczy, tylko sobie usiadł. Jamra.


Poszedł.


Niby dobrze, ale dokąd?
Zatrzymał się w przedpokoju.
Przypomniał sobie o nieszczesciu jakie go spotkało.
Wrócił.
Wyciąga łapki i stuka w klawisze. Na razie w swoje.
O. Teraz usiłuje w moje.
Przegoniłam.
Na znak protestu majstruje przy kontakcie. Z doswiadczenia wie, że to działa. Ale nie tym razem. Patrzy zdziwiony.
Rozgląda się co by tu.


No i co?
Miało byc o moich rozterkach, o niechęci do życia i osobowości depresyjnej a wyszło jak zwykle.


A co to! Kupa?
1:0 dla niego.


WIADOMOSC Z OSTATNIEJ CHWILI:
Zaniedbane dziecko z kupą w majtkach jeździ koszem na smieci po salonie a zobojętniała wychowawczo matka siorbie kawusie czytajac pudelka.
Nie trzeba dodawac, że zlewie piętrzą się gary.
To się wie.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza