poniedziałek, 4 lutego 2008

Bloody Monday

Szybko szybko.
Mam 7,5 minuty zanim Aramaj skończy zadanie domowe i napadnie na mnie i na komputerek.


Eeeee…
o czym to ja chciałam?


No, już nie musze sie zastanawiać. Oto co przed chwilą usłyszałam:


„Mamooo, piszesz jak jakaś taka baba w jakimś urzędzie w jakiejś wsi tylko ci szybciej idzie to pykanie”


Co mogę dodać?
Mogę dodać, że onegdaj usiłowałam na sobie samej przeprowadzić kurs pisania bezwzrokowego. Zaopatrzyłam się w odpowiednie przewodniki i rozpoczęłam mozolne ćwiczenia:


abau abau abau abau czy tak jakos a potem: kale kale kale kale czy coś w podobie


i tak do smierci, tylko coraz dluzsze sekwencje liter
Niestety, mój układ nerwowy tego nie wytrzymał.
Po trzech minutach podobnych ćwiczen zaczynało mnie swędzieć całe ciało a po pięciu toczyłam pianę z pyska. Szczerze odradzam osobom wyczulonym na estetykę gorsu.


A gors mam właśnie okrwawiony, gdyż Buniozyl dziś wyciął potrójnego tulupa z lądowaniem na twarz. Krew z nosa i krew z rozciętej wargi.
Dwie krwie.
Tak się niewinnie pochylił i stało się. Tym razem nawet przez myśl mi nie przeszło żeby zemdleć.
Ot, wzięłam ryczącego poszkodowanego i zrosiłam bieżącą wodą. A i on nie szlochał przesadnie długo i po chwili zaczął sobie radośnie chlapusiać.


Rutyna.


Dziecko mówi: szkielet człowieka tworzy 206 kości, nie?


Nie wiem, nigdy nie liczyłam.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza