środa, 12 marca 2008

oto notka, w której odcinam pępowinę przeszłości ciach a nawet zastanawiam się nad usunięciem konta


Bunio ma napęd na cztery kola.
Włącza go sobie w domu.



I tak: na podwórku śmiga śmiało
na dwóch nogach, pomyka jak stary, idzie w długą aż się
dymi a w domu klap i jedzie na czterech.
Schody, krawężniki, murki to jego
ulubione tereny do badan.
A, no i kałuże.



I jeszcze bajeruje laski. Mamy taka
zaprzyjaźniona dzierlatkę w wieku 14 miesięcy. No i jak się
spotykają to on do niej zagaja: yayoooueaui, a ona na to z pełnym
zrozumieniem: ouueyeeuoueuy.



Cudne.



—–



O balu nie będzie bo nie ma o czym.
Ostracyzm, oto z czym się spotykam na
balach.



Koniec, kurka, uprzejmości.



I po co to było pisać w pamiętniku:
„Gdy opuścisz szkolne mury i w
daleki pójdziesz świat
wspomnij milo i serdecznie koleżankę
z dawnych lat”?



Obecnie nie ma to odzwierciedlania w
rzeczywistości.



Normalnie udają, ze mnie nie ma.
Na szczęście, że nie ma Tabazy też
udają, bo bym się zamkla w sobie.
Panowie normalnie. Nic nie udają. Ale
za to lubią o żonie napomknąć.



Jakbym coś wspominała, ze jakieś
spotkanie po latach to kopnijcie mnie w kostkę.



Nigdy więcej!



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza