czwartek, 3 kwietnia 2008

no i jak tu nie jechac

Jechalam autobusem.
A potem spalam na kanapie gdyz stracilam od tego przytomnosc.


Calkiem juz zapomnialam jak to jest oddac sie komunikacji miejskiej.
I to akurat teraz, kiedy komunikacja miejska za sprawa komornika zabiera chleb i buty moim niewinnym dziatkom i kiedy poprzysieglam sobie w duchu, ze nigdy wiecej ani grosza tym smierdzacym spalina padalcom.


A tu naraz moj maz zarzadal swojej polowy mojego samochodu. I musialam dac, no bo co.


Dalam i pojechalam.
Nie tak od razu wszakze, bo gdy tak stalam na przystanku bez parasola spadly na mnie grad i szarancza.


Komunikacja miejska posiada obok rozliczlicznych zalet same wady.
To samo okno, ktore sie nie zamyka zima, latem sie nie otwiera.
Czytac sie nie dalo bo mglilo w szczewiach – grzali az mi futro falowalo.


Z niewatpliwych zalet moge wymienic te, ze nie jechal z nami menel.
Z menelem to jest zawsze rosyjska ruletka. Tu ma zastosowanie rachunek prawdopodobienstwa oraz silnia.
Proporcja jest taka, ze w naszej aglomeracji jeden menel przypada na piec srodkow transportu.
W stolicy na jeden srodek transportu przypada pieciu meneli.
Wyniki badan odnosza sie do okresu jesienno-zimowego zatem stoleczna komunikacja posiada w tym czasie piec razy mniej zalet niz tutejsza.


Zaprawde powiadam wam, trudno to sobie wyobrazic.


P.S. Media donosza, ze ksiadz Edward puscil na komputerze film pornograficzny a potem rozebral sie do polowy. Nie uscislily do ktorej.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza