sobota, 3 maja 2008

Orendż is orendż

Odpierdzielilismy sobie wczoraj ze starym meksykanskie pueblo w przedpokoju.


Kolory o nazwie soczysta pomarancza oraz czerwien flamenco rekomendowala nam sama Ewa Minge. Zadzwonilismy do niej zeby zapytac czy takie. Ona na to ze tak, tak.


Pociagnelismy odpowiednie sciany na odpowiednie barwy. Paczymy. Troche boli w oczy, no ale w koncu wszyscy cierpimy.
Wieczorem ja bylam Czikita a Kot byl Zorrem.


Co innego rano.
Dalej paczymy i dalej boli ale ja jako Hitler (rano ja bylam Hitlerem a Kot byl Ewa Braun) zarzadzilam ze flamenco wek, ze dzwonimy do tej calej Minge powiedziec, ze ta cala czerwien jest calkiem do dupy. Smutna i bura i ze ma nam oddac 50 zl.


Obecnie po usunieciu motywow flamenco mamy w przedpokoju nowootwarty oddzial ING Banku Slaskiego. Wstawi sie bankomat i nie trzeba bedzie co chwila latac na drugi koniec.
A jesli do tego rzuci sie lwicy Indze na pozarcie, troche syntetyczna ale zawsze, Ewe Minge to juz w ogole lancuch pokarmowy zatoczy piekne kolo.


A o to w koncu chodzi w przyrodzie, co nie?



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza