wtorek, 17 czerwca 2008

dziki, dziki choc nie seks

Dobra. Poszli do lasu. A moze siedza w studni?

Poszli parami bo dziecko nie wierzy, ze po zmroku w lesie roi sie od zwierza.


Dziecko dzisiaj dalo koncert.

Nie bardzo mialo, co prawda, czas zajac sie cwiczeniem przed koncertem. No i musialo skoczyc zagrac mecza 14 minut przed. 

Zatem wpadlo na sale zziajane i z czarna szyja. Koszula mu wylazla z gaci.

Pierwsze podejscie okazalo sie calkowita kompromitacja.

Za drugim razem bylo okej.

Taki kubel zimnej wody na jego rozdete muzyczne ego.

Szkoda tylko, ze splynelo po nim jak woda po rozdetej muzycznej gesi.


W czwartek wracam na zaklad. Biore superseksifleksi rozowe nozki i spierdalam stad bo nie idzie.

Musze odpoczac, musze sie dowiedziec z radia co w swiecie piszczy bo nic poza wyciem nie zakonotowalam od miesiaca, musze nie widziec malzonka przez wiecej niz poltorej godziny bo mam starowstret psychiczny.

Musze wyjsc.


Rozpoczelam piesze wycieczki i czuje sie jakbym wrocila z dalekiej podrozy, do piwnicy powiedzmy.

Wszystko znow jest takie nowe i takie pierwsze.

Nawet kroczki, chybotliwe i niepewne.

To lato nie bedzie nalezalo do szpileczek.

To bedzie lato rozdeptanych kapci.

Widzialam juz jedne, ktore mi przylgnely do serca: cudne damskie trampeczki w paseczki: 150,-


Lub w kwiatki.

Sie waham.


Z OSTATNIEJ CHWILI


Nocna wyprawa okazala sie klapa – bezkrwawe lowy nieudane.

Nie spotkali nawet pol dzika.

Jeno dwie zabki.

Kum.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza