poniedziałek, 25 sierpnia 2008

exodus: movement of jah people!

Priam, priam, priam


Stary zabral bachory do lasu a ja mam kryzys godziny 16 tej.
Zawsze o godzinie szesnastej raptownie spada mi cisnienie krwi, liczba chromosomow o jeden oraz iloraz synapsow.
Zaczynam sie od tego zataczac i bledne. Oczy zamieniaja mi sie miejscami.


Najprawdopodobniej jedynym lekarstwem na zaistniala okolicznosc byloby sie walnac na madrac i zasnac.


Niestety. Taki luksus jest nie dla mnie.
Mnie, gdy tylko zmruze oczy, natychmiast cos sie wydarza.


dzwoni dzwonek
dzwoni telefon
dzwoni domofon
dzwoni budzik
dzwoni mucha ze zlotym zebem


puka kominiarz, listonosz, akwizytor, kontroler, domator, orator, predator


pukaja: 2 swiadkinie jechowy, koleda (to zima), jaja swieze wiejskie, kaaaartoooofleeeee, smutne dzieci po cos do zjedzenia (potem to cos, co nie jest zlotowka w czekoladzie porzucaja przed domem), petycje przeciwko autostradzie w przedpokoju oraz olimpiadzie w chinach. Lub odwrotnie.


Sasiedzi wymieniaja stolarke drzwiowa, okienna, podlogi, kafelki, sciany i sufity. Wszystko z uzyciem elektronarzedzi.
W najlepszym wypadku, przez okna wpadaja na linach komandosi w kominiarkach. Przynajmniej bezszelestnie.


A jezeli zmyslnie wylacze kolejno wszystko co moze zadzwonic oraz wywiesze kartke z ostrzezeniem o pukaniu na wlasne ryzyko, to co?


No to, na przyklad, dzieje sie cos takiego:


SOBOTA, godz. 7 rano.
Matka karmiaca o przekrwionych oczach spi szybko, gdyz cala noc karmila piersia regularnie co trzy h.


BHP: WSZYSTKIE MOZLIWE NIEBEZPIECZENSTWA WYDAJA SIE BYC ZAZEGNANE.


WTEM!


Nie, nie zgadles pamietniczku. Nie pukanie.


W A L E N I E  do drzwi  (nie, nie, na szczescie nie wieloryby, ale prawie)


Matka Karmiaca naciaga koldre na czubek glowy w nadziei, ze walenie sobie pojda.
Ale nie. Walenie nie ustaja w czynnosci.
Wreszcie Matka Karmiaca rzuca sie do drzwi z zamiarem pobicia intruzow ze skutkiem smiertelnym
a tam… po raptownym otwarciu drzwi slyszy OSWIADCZENIE:


Dzien dobry! Zamawiala pani przeprowadzke!



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza