niedziela, 24 sierpnia 2008

o genach i progeniturach

Dla utrudnienia posiadam jeszcze drugie dziecko. Latwiejsze, pogodne, bezproblemowe, gluche, pląsa.


Jak na niego wrzeszcze, zasmiewa sie do lez.
Ma to po mojej siostrze, ktora twierdzi, ze ma dobre geny. Ciekawe po kim.
Czy to oznacza, ze ja tez? Musze im  sie przyjrzec w wolnej chwili pod lupom.


Wracajac do mozolow wychowawczych, to drugie, a wlasciwie pierwsze pod wzgledem kolejnosci narodzin dziecko, jest lagodne jak baranek i natretnie podjarane.
Ustawicznie pląsa i kląska. Nie potrafi sie skupic na zakladaniu skarpet i zawsze zaklada bity kwadrans pieta do gory.
Jest nomadem i nienawidzi obuwia. Cale lato chodzi w klapkach kubota za 5 zl z oszona lub boso i ma dziury w stopach.
Jezdzac na rowerze wjezdza w najglebsze kaluze.
Jezdzac wozkiem z bratem w srodku wjezdza w najglebsze kaluze.
Jego ulubionym slowem jest: niechcacy.
Nigdy sie nie czesze i nienawidzi myc zebow. Na szczescie majac dobre geny nie cierpi na prochnice a wlosy czesza mu sie same.
Ma zawsze megaburdel w pokoju. Juz w trzy minuty po wielkim sprzataniu.


Wie wszystko najlepiej i uparcie argumentuje w obronie swojej, nawet najbardziej ryzykownej tezy.
Chetnie, acz szczesliwie niezbyt czesto, zabiera glos w dyskusjach doroslych.
Lubi czytanie.
Co nie oznacza, ze lubi czytac.



Nieoceniona nasza-klasa donosi, ze kolezanka moja z lat studęckich jest w ciazy z trzecia corka.
Postanowilam, ze juz nigdy nie pojde z nikim do lozka.
Groza jest nazbyt wielka. Oraz strach.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza