wtorek, 2 września 2008

jyba bez joweju

W zasadzie nalezaloby odtrabic, ze Buniozyl mowi.
Tak nie mialam nadziei, ze zacznie przed zerowka, ze mu nie dowierzam do dzisiaj.
A on mowi.


Co mowi?
Ano mowi „A!” – i to od zawsze.


Raz pani doktor w przychodni pyta czy mowi i cos tam sobie notuje.
Wiec zaczynam opowiesc: ze nie mowi, nic nie mowi, ze milczy jak grob.
Z jednym wszakze wyjatkiem: mowi „A!”, na wszystkie zwierzatka, czy to jest kotek, piesek, czy ryba…
Na to pani doktor podnosi wielkie oczy znad kartoteki i pyta zdumiona: R Y B A mowi?!


Ale to nie koniec.


Mowi jeszcze, a wlasciwie wrzeszczy: MAAAMAAA! kiedy dzieje mu sie jakas straszliwa krzywda, np. wkladaja go do dmuchanego hipopotama wodnego.


Mowi TATA ale nie wiadomo K O G O ma na mysli.


Mowi „niam, niam” i wspina sie na krzeslo kiedy widzi, ze obiadek wjezdza na stol.
Niam niam stosuje takze zamiennie z „am” kiedy chce mu sie pic lub cos by przekasil.
Ma na ten temat bardzo bogate slownictwo.


Mowi „ato” na ato, „aua” na ała oraz „bam” na bam. Wiadomo.


W skupieniu i drobiazgowo robi papa wszytkim przejezdzajacym autobusom.


Lecz najpiekniej mowi: NIEEE.


Ma to po mnie.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza