środa, 24 września 2008

prócz śród

Mam klaustrofobie.
Nienawidze srod.
Srod wypoczynkowych, w ktore to nie pracuje i niczego nie musze.
A skoro nie musze, to sie nagle okazuje, ze mi sie nie chce i od razu mnie glowa od tego boli.
Nie chce mi sie wykompac*, poczesac, ubrac.
Ze mi sie nie chce gotowac cieplej strawy, nie wspomne, bo mi sie nigdy nie chce, niezaleznie od dnia tygodnia.


Wszystko juz dzisiaj bylo: klocki, puzzle, maskotki, ksiazeczki.
1456 razy baloniku nasz malutki i 3658 karuzela czeka.
Ja bylam koniem i Aramaj byl koniem.
Buniozyl byl kowbojem.
Nie bylo tylko malowania farbami wodnymi, bo nie jestem dzisiaj w nastroju na sytuacje ekstremalne.


Bylismy chwile na lonie natury.
Bachor NATYCHMIAST przemoczyl butki.
Tak, tak, szkoda mi bylo 25 zl na kaloszki na sezon jesienny to teraz mam.


Pani w osiedlowym sklepiku rozstawila mnie po katach, imputujac mi, ze chce poniekad ukrasc ser. Czy cos.
Tak, to prawda, specjalnie przychodze do sklepu z chmara bachorow dla zaslony dymnej i tak dlugo zongluje serami, az ona cos przeoczy. Bachorom daje cukierki za wycie i plasanie. Za atak histerii nawet batona.
Oczywiscie ukradzione.
Dzielimy lupy za winklem.


Pani ma pretensje do swiata, gdyz przed denominacja z drabiny spolecznej, byla czyms na ksztalt dyrektora sklepu duzego samoobslugowego.
I sie tam przechadzala godnie z biustem daleko przed soba wypietrzonym i czasami tylko komus laskawie chlebek przekroila z dobrotliwym usmiechem managera.
Potem ja wygryzli z lokalizacji i teraz ten sam biust musiala ukryc pod zgrzebnym fartuszkiem i dlaejze kroic te chleby, a to cienko, a to grubo, a to ten, ten? nie, nie ten. ten
No i musi pilnowac, zeby jej na serze nie orzneli i dzisiaj padlo na mnie.


W dodatku bachor na widok mojej zapiekanki ze szpinakiem zaslonil twarz rekami i zaczal wyc.


Co za chujowy dzien.
Boli mnie glowa w rejonie potylicy.



*wykąpać (Balladyne to razi, wiec zamieszczam sprostowanie)



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza