środa, 8 października 2008

ze mi wypiłaś moje kakało

Mialo byc o fatum. I bedzie.


Przyjechal maz.
I odjechal.
W tak zwanym miedzyczasie poklocilismy sie w systemie kazdy z kazdym na dowolnie wybrane tematy.
Raz nawet rozpetalo sie prawdziwe pieklo.


W temacie spodenek.


Bo, co byscie powiedzieli, gdybyscie kupili sobie nowiusienienienkie spodenki.
I teraz, po powrocie ze spotkania towarzyskiego gdzie brylowaliscie w swoich fit spodenkach, zdejmujecie je i skladacie z pietyzmem na krzeselku.
I przyjezdza wasz maz, z Warszawy, powiedzmy, ale mozecie sobie w to wykropkowane miejsce wstawic kazde inne miasto, czy wies nawet.


No wiec, przyjezdza i robi sobie  k a w e.


I z ta kawa lezie, nie wiadomo po jakiego grzyba, zmierza, drepce, mianowicie, w kierunku owego ustronnego pokoiczku gdzie skrzetnie ukryliscie swoje spodenki, swa jedyna radosc posrod mizerii wszechswiata.
I ten wasz (wowczas jeszcze) maz dotarlszy na miejsce, zahacza rekawem o klamke
i kawa laduje na waszych nowiusienienienkich fit spodenkach.


Co to moze byc?
Czy to efekt zmory?
Bo nie znajduje zadnego racjonalnego wytlumaczenia dla tego nieprawdopodobnego zbiegu okolicznosci.


Oczywiscie, spodenki po praniu nie chca juz byc takie fit, pomarszczyly sie i scellulitisiały.
Pasek im odstaje.


Za kare maz kupil zonie korale.
Ale, czy w koralach mozna wygladac bosko?
A w scellulitisiałych spodenkach?


Marnosc. Wszystko marnosc.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza