wtorek, 4 listopada 2008

nouvelle couisine

Nic mnie nie inspiruje.


Nie czytam, nie ogladam, nie slucham, nie bywam.
Chyba sobie walne w leb. Z misia.


Sasiadka sie zapisala na konwencje fitness. Za 150 zl w przedplacie przez dwa dni bedzie popierdalac w rytmie disco i w legginsach pod patronatem swiatowych gwiazd hi-low.


A ja nawet nie mam hobby.


Moja siostra kiedys miala. Swinke morska. Wyjatkowo glupi zwierz. Teraz ma kota.
Ja niby tez, ale nie moge powiedziec, ze mnie on relaksuje.
Wrecz przeciwnie.
W czwartek przyjedzie i znowu sie zaczna zespoly napiec.
To juz nie sa zwykle zespoly.
Ostatnio przygrywaja nam do tanca zespoly radykalnie hardkorowe.


Co tam jeszcze?


A, Aramaj byl na imprezie urodzinowej w telepizzy.
Bylo bardzo zyciowo.
Jakas para, zajmujaca stolik obok, weszla plynnie w faze plateau przy dzieciach, a pani kucharka, klnac bez ceregieii, oswiadczyla, ze im nie pokaze jak sie robi pizze, bo ja wszystko wkurwia.


No to mnie tez.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza