czwartek, 18 grudnia 2008

big apple

Ach jaka jestem pozadana!


Pozada mnie bowiem bank.
I wcale nie chce mi zabrac. Chce mi dac.
No, nie na zawsze. Pozyczyc.
No, nie za darmo. Za pieniadze.
Ale zawsze.


Sle do mnie listy, maile, z okienka mnie nagabuje pan, pani, kto tam siedzi to zaraz na mnie nastaje.


Nie moge dociec, skad ta zmiana stanowiska.
Pamietam, jak kiedys chcialam pozyczyc kilka drobnych. Na chleb czy komputer.
(Chleby i komputery kupujemy jako gospodarstwo domowe najczesciej, nastepnie plasuje sie papier T. i szczoteczki do zebow Buniozyla)
Poprosilam zatem grzecznie o dwatysiacepiecset.
Pfff. Tez mi kwota. (Zabraklo mi na mysz).


I tu napotkalam afront.


Nie dosc, ze mnie przeczolgali na sto mozliwych sposobow, wyciagneli z archiwum szpitalnego karte przebiegu ciazy mojej mamy, zazadali zaswiadczen, przeswietlili w BIKu do dziesiatego pokolenia wstecz oraz w promieniu do ciotecznego wujka z Bydgoszczy, to, jakby tego bylo malo, koniec koncow zadzwonila pani i oswiadczyla, ze na pozyczke w zadanej kwocie nie zasluzylam.
Daja dwa trzysta. Bierze pani?


Co bylo robic? Komputera naszego powszedniego daj nam panie.
Wzielam, aczkolwiek obrazona.
Oddalam. Nadal obrazona.


I potem sie zaczelo. Lawina ruszyla.
I teraz molestuja mnie dreczac w kwotach narastajacych nieomal geometrycznie. Co rusz podwajaja stawke.
Najpierw szesc, potem dwanascie, 24, nastepnie…
I w ogole nawet nie musze isc do okienka.
Milijardy bez wychodzenia z domu.
Skladam wniosek przez internet, naciskam enter i mam.


Perspektywa kuszaca. Jablko czeka. Juz nadgryzione.
Pyk i odtad plawie sie w czerstwym pieczywie i makintoszach.


Ja jednak czekam chytrze, az dojda do szesciu zer. Wezme i prysne.
Pierwszy milion koniecznie trzeba ukrasc.
Inaczej sie nie liczy.


Za powyzsza kwote zmienie płeć i twarz.
I to bedzie moja zemsta.


Poza tym mam na spodniach odcisniete serowe usta na wysokosci 1/3 uda w kozaczku.
Oraz cala kanape mam w serowo-ustny rzucik.
Cale zycie mam takie.
Spaaac.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza