niedziela, 7 grudnia 2008

i jak ci tam, w tym niebie?

Fajno jest.


Spie jak susel.
Pierwszej nocy, kiedy wreszcie przestalo mi sie mielic we lbie i z przyjemnoscia skonstatowalam, ze oto obudzil mnie budzik o ludzkiej porze 6.50, bardzo bylam z tego faktu zadowolona.
Poziom zadowolenia letko mi opadl, kiedy odkrylam, co mi sie snilo.
Snilo mi sie, ze mialam trzy zlosliwe nowotwory, dwa w piersiach i jeden, juz nie pamietam, jakis zoladek czy watroba moze.
No i szpital.
I tata przyszedl, taki chorenki i tak sie martwil, ze ja taka chorenka.


Mowilam, ze jest fajno.


Odtad juz spie jak zabita. I on sni mi sie co noc, zdaje sie. Ale juz nie pamietam co, bo nie bardzo chce, bo nic zazwyczaj atrakcyjnego.
Wole jednak te horrory od bezsennosci.
No, i czekam, ze wreszcie mi sie przysni, piekny i mlody i powie cos krzepiacego.


Ze fajno jest.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza