Zapoznalam sie z trescia ulotki dolaczonej do opakowania i teraz juz wiem. To tam tkwi amfetaminowa tajemnica niespania i niejedzenia.
Umowilam sie ze soba, ze dzisiaj ostatni dzien kuracji a potem sie zobaczy.
Sylwester! Czy wszyscy tancza?
Kupilam sobie wczoraj sukienke.
Najpewniej dlatego, ze wcale nie mialam tego w planach. Ot, poszlam do centrumu handlowego po kartofle, szampanskoje i ananasy do salatki i tam, z pobliskiego boutique, zaatakowala mnie ona slowami: kup mnie!
Oczywiscie troche sie wahalam, ale w koncu jej uleglam i mam. Moge pedzic na bal.
Nurtuje mnie tylko jedna sprawa: czy panstwo tez kupujecie sobie przez cale zycie te sama sukienke?
Takie wrazenie mam. Ja.
A moze to efekt uboczny poszukiwania tej najpiekniejszej, jedynej, wysnionej,
tres a la mode?
Niby one kazda inna, niby kroje, wzory, desenie i dlugosci sie nie zgadzaja, ale jakies takie jednakowe sa. Nie wiem.
A moze to efekt tego, ze w srodku znajduje sie zawsze ten sam wklad, czyli ja.
I silna swa osobowoscia przycmiewam sukienki?
Chyba pora cos zmienic.
Zaczac nosic wielofunkcyjne dzianiny.
W jednym programie telewizyjnym pokazywali szara swetrowa z golfem w pieciu wariantach.
Sama nie wiem. Ale nalezy przyznac, ze wielorakie mozliwosci teoretycznie istnieja.
Sylwestra w zasadzie tez nie mialam w planach. A tu prosz.
I nawet idzie z nami dziecko. Na poczatek duze.
Syn, na wiesc, ze jego ojciec wybiera sie na sylwestrowe party, poplakal sie rzewnymi lzami, gdyz mial wobec rodzica inne plany: myslal, ze z tatusiem i kolega i tatusiem kolegi beda puszczac fajerwerki.
I w szloch.
Ja na to, jako osoba dalekowzroczna, do malzonka: Nagrywaj!
Krec, jak ryczy, ze nigdzie nie idzie! Puszcze mu za lat piec (?), kiedy oswiadczy, ze chce isc na sylwestra z k o l e z a n k a m i.
Na to syn, z godnoscia, ze on nie bedzie n i g d y chcial isc na sylwestra z z a d n y m i kolezankami.
Acha, acha! Sie zobaczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz