poniedziałek, 15 grudnia 2008

pojawiam sie i znikam

Drogi pieszy przyjacielu wystepujacy na pasach!


Mam do Ciebie goraca prosbe.
Moze zaczne od tego, ze ja wiem, ze Ty wiesz, ze pieszy na pasach ma absolutne pierwszenstwo. I ze ma zawsze racje, prawo i przywileje i jest bogiem przejsc naziemnych gloria in excelsis deo. Tak.


Amen?
Zaraz.


Lecz ja nie wiem czy Ty wiesz. Ze jest jeszcze jedno, niepisane,
prawo, ktore kazdy pieszy przyjaciel wlazacy na pasy jak do siebie, wskakujacy na
nie jak wesola kozka lub turlajacy sie nieprzytomnie nie baczac, ze oto
nadciaga smierc lub kalectwo, wykuc powinien, nomen omen, na blache:


PROSTE PRAWO, MIANOWICIE, FIZYKI, KTORE MOWI, ZE
PIERWSZENSTWO MA WIEKSZY I BARDZIEJ ROZPEDZONY!!!


I tu dopiero: amen. (Zaskoczony?)


Bo jaka to bedzie, jaka wielka acz plonna satysfakcja w martwym/sparalizowanym od szyi w dol ciele (niepotrzebne skreslic), ze mialem racje! Mialam
racje!
Jak jezdzisz krowo! Nie widzisz ze tu pasy som! Byly! Moje na wierzchu! Za
dupe prawo jazdy dostala! Do gazu z nia, piratka drogowa! I na pewno
pijana byla! Pijaczka i zlodziejka! Takie to sie powinno od malenkosci
do tureckiego burdelu wszystkie sprzedac! Zeby juz nigdy zadnej zony i matki dzieciom nie ukrzywdzily!
Taka mloda byla, taki mlody!


Drodzy piesi przyjaciele!


Otoz ja wszystko widze, widze te wszystkie pasy, jeden drugi trzeci i jade, jade powoli za jadacym tuz przede mna samochodem.
I
widze na chodniku przy pasach kobiete, moze nawet blondynke, kolor tej
blondynki nie jest tu najistotniejszy w roztrzasanej sprawie.
I ona, ta byc moze matka, moze czyjas zona, moze nawet w trybie
koscielnym, patrzac w bok czy inny prawy przod, nie na mnie bynajmniej,
sobie stoi. Wiec, niewiele myslac, mysle sobie: przejade.
I tu naraz ona nagle, nadal nie patrzac na mnie, JAK SIE NIE RZUCI NA PRZEJSCIE!
Jak lew na bita smietane!
Bo ma pierwszenstwo.
No ma.


Ale moze ja nie mam hamulcow?
A moze akurat robie sobie oko?
A moze mi telefon spadl i szukam?


To sie robi inaczej, drodzy piesi przyjaciele!


Tu nie chodzi o to kto kogo przechytrzy, przejedzie badz przeleci na pasach.
Tu chodzi o wspolprace. O harmonie. O empatie.


Robimy tak:


Ja jade i obserwuje Twoja, przyjacielu, na pasach mowe ciala.
Ty patrzysz na mnie. Starasz sie nawiazac ze mna kontakt wzrokowy. Albo chociaz odgadnac moje intencje.
Ja ze swej strony z kolei staram sie wczuc w Twoje potrzeby emocjonalne, obserwuje Cie bacznie z uwaga.
Odgaduje czy zamierzasz przeturlac mi sie po masce czy tez poczekasz jeszcze 4 sekundy i przejdziesz zdrow i wesol.
Ty
ze swej strony mozesz mnie nieco postraszyc. Mozesz np. wystawic nozke
poza kraweznik i to bedzie dla mnie znak, ze sie wybierasz na druga
strone. Ale nie wskakuj zaraz jak racza gazela. Daj mi szanse odczytac Twoje zamiary, abym mogla sie plynnie zatrzymac, nie niszczac sobie
bieznikowania. Oraz ewentualnie lakieru.


Potraktujmy oboje to spotkanie jak niepowtarzalna szanse na pozawerbalny kontakt z drugim czlowiekiem.


Bo, uwierz mi, ja nie moge zatrzymywac sie przy wszystkich, ale to
absolutnie wszystkich przejsciach, przy ktorych ktos stoi i rozmysla, liczy samochody lub wiaze buta
na przyklad.


To znaczy, ja osobiscie bardzo bym chciala, ale sie boje.


Tych niecierpliwych, tych w niedoczasie, tych w pospiechu.
Tych: piratow drogowych.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza