wtorek, 6 stycznia 2009

ence pence w której ręce

Zawsze kiedy jade tamta ulica mysle o Niej.


Pytam: Wiesz, ze nie ma juz twojego syneczka? I sie wzruszam. Bo wiem, jak bardzo go kochala. Najmocniej z nich wszystkich.
Byl sliczny. Ze zdjec patrzy czarnymi oczkami naburmuszony trzyletni brunecik.
Obok niego Ona, jego mama. Mloda, ladna, choc moze troche przysadzista.
Bystra i pelna zycia.


Nie ma jej, nie ma jego.


Fotografia to wynalazek szatana. Drwi z nas w zywe oczy oczyma tych, ktorzy odeszli a patrza tak przenikliwie.


Jestem ja, ona, on i oni.
Tez nie wiadomo po co.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza