czwartek, 8 stycznia 2009

upiorny twist

Sprzedam swoje sny. A nawet oddam za darmo.
Pozbede sie ich. Pilnie!
Juz kolacje przestalam jesc, ale nie pomoglo.
Rankami budze sie rozczochrana, spocona i niewyspana. Wykonczona. Glodna.


Lada moment w ogole przestane sypiac, jesli sie Freddy Kruger nie odwali. Wlasciwie go tam nie ma osobiscie, jest za to ciagly tor przeszkod.
Nocne biegi przelajowe z jakiem w worku na lyzeczce i z opaska na oczach.


Przede wszystkim mam jakas niebywale trudna misje lub okazuje sie wtem, ze dziecko zostalo calkiem samo w domu, a ja na drugim koncu galaktyki.
Wiec przepelniona panicznym lekiem pedze do niego, biegne, czolgam sie. Ale nie po prostym. Przeciskam sie przez kominy, wpelzam przez szpary pod drzwiami, podrozuje na polkach na bagaz w pociagach podmiejskich. Biegne co sil w nogach, a nogi mam jak z waty, z tym, ze kazda wazy pol tony. Przyklejeja sie do podloza. Wykrecam, odrywam, ciagne i nic. Pedze co sil stojac w miejscu.


Albo jade winda. Jade, jade, jade…


To czesc!



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza