niedziela, 22 marca 2009

ekwinokcja

By uczcić równonoc wiosenną odbyłyśmy wczoraj ploteczki z T.


Ilekroć spotykam się z którąś z moich przyjaciółek od serca, naszym dywagacjom na zadany temat przyświeca zawsze myśl przewodnia.
Temat numeru.
Tym razem była to, niezbyt może oryginalna, ale za to nieśmiertelna i zawsze na czasie, sentencja: Wszyscy faceci są tacy sami.


Ktoś mógły się żachnąć, iż gówno się znamy. My jednak swoje wiemy: przemawia przez nas trudne doświadczenie w dziedzinie mozolnego zgłębiania niezgłębionych mroków męskich dusz.
Meandry ich są proste a jednocześnie skomplikowane. Nie przeczymy, iż mężczyzna  m o ż e  być istotą wrażliwą i czującą. Nie na tyle jednak, aby nie można było, koniec końców, dojść do samonasuwającego się wniosku, że: Wszyscy faceci są tacy sami.
NAWET BUDDYŚCI.
Niemniej, jeśli ktoś jednak nam pokaże innego faceta, chętnie obejrzymy. Z tym, że musi to być koniecznie osobnik martwy, gdyż żyjący w każdej chwili może okazać się taki sam. I się wtedy nie będzie liczyło.


Najczęściej doskwierającą mężczyznom przypadłością, która obraca w perzynę wszelkie żenskie złudzenia na ich temat, jest zespół permanentnego niezrozumienia przez żonę.
Kiełkuje on już na ślubnym kobiercu i towarzyszy stadłu aż po jego kres, w skrajnych przypadkach nie wygasa nigdy.


Najogólniej chodzi o to, że, jak wiadomo, facetów żony nie rozumieją złośliwie i tym sposobem same strzelają sobie w stopę. Bo gdyby wykazały choć łut zrozumienia, to ich mężowie nie musieliby latać po mieście i nagabywać obcych kobiet na seks.
Jaki to ma związek? Nie wiadomo. Ale tak to działa.
Jest widać jakaś nić tajemna łącząca w męskim mózgu ośrodek niezrozumienia przez żonę z ciałem migdałowatym odpowiedzialnym za pobudzenie płciowe.


I już.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza