piątek, 6 marca 2009

koń a sprawa polska

Trudności w komunikacji na linii ja (JA!) – świat zewnętrzny, datują się nie od dziś.


Odkąd pamiętam byłam głęboko nieprzystosowana i nie dało się mnie zapisać do żadnego przedszkola, bo mialam trudności asymilacyjne.
To pewnie dlatego, że nie potrafiłam wówczas sobie powiedzieć: A, chuj tam! jak to czynię dzisiaj, oraz mieć w szeroko pojętej dupie.


I nie lubiłam pań, ich zapachu kawowo-papierosianego plus słodkomdlący parfę pani waleska.
I dzieci się ze mnie śmiały, chociaż nie miałam ani krótszej nóżki, ani tatusia Murzyna, ani brzydkiego fartuszka, ani muchomora w szatni.
Po prostu wyczuwały mnie przezskórnie.
Że jestem inna.


No, chyba jestem. Teraz to bym chciała!


Ale wróćmy do komunikacji:


Dlaczego, się pytam, kiedy proszę panią z LINK 4 żeby zadzwoniła, to ona nie dzwoni?
Halo, proszę pani, ja tu czekam!
Potem muszę wyjść!



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza