poniedziałek, 2 marca 2009

to kabaret owca czy mój dom?

Chytry dwa razy traci a zatem: mamy kablówkę. Teraz będę miała za swoje.


Długo się broniłam, wiedząc czym to pachnie, lecz w końcu skapitulowałam w obliczu gorącej promocji polegającej na tym, że internet plus kabelek są w zestawie tańsze od gołego netu.


To się musi źle skończyć, albowiem niespożyte są siły mojego syna jeśli chodzi o konsumpcję szeroko pojętej rozrywki.


Dotychczas pulsujące różnorodnością uroki programów sateliarnych dostępne były wyłącznie u dziadków. Raz nawet, ubiegłego lata, ojciec przeprowadził ciekawy eksperyment in vivo.


Cytuję: Pozwoliłem mu oglądać Jetixy tak długo aż się porzyga. Siedział 12 godzin i nic.


Nic.


W ten weekend korzystanie w ramach promocji rozruchowej było niemal nieograniczone.
Od dziś zaczyna obowiązywać ścisła reglamentacja i, co za tym idzie, zaczną się długie godziny targów, niekończące sie ciągi argumentów, pospolite stękania, uporczywe wiszenia na nogawce i ukradkowe próby zezowania zza kanapy.


Ale, ale, ale… będę słyszeć we dnie i nocami.


Będzie mi przedstawiał niezbite dowody, logiczne wytłumaczenia i konkretne argumenty. A myśl jego podąża gdzie wzrok nie sięga. Meandr myślowy ma niedościgły. Osobiście często nie zdanżam. I pan nie zdanża. Niedobrze jest się z nim wdać w dyskusję bo można już stamtąd nigdy nie powrócić.


Na szczęście to ja dysponuję ostatnim słowem. Argumentem-toporkiem do ucinania przedłużających się dywagacji.
Brzmi on następująco: Jak się komuś nie podoba, to może się wyprowadzić.
W tej konkretnej sytuacji dodajemy jeszcze pół-żartem: Do Media Marktu.


Na razie działa.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza