wtorek, 7 kwietnia 2009

ding dong

Jestem dziewczyną prostą i z wiekiem mi się pogłębia.


Wszystko musi stać prosto, leżeć prosto oraz wisieć.
Burdel? Oczywiście, skoro nalega. Ale.
Ale muszą istnieć pewne azymuty, gwiazdy polarne, krzyże południa na pełnym bałwanów morzu mojego otoczenia.


Złoty podział: rytmy, proporcje. Oto moja dewiza życiowa.


Nabywszy mebel godzinę szuraliśmy nim w te i nazad po podłodze celem znalezienia rytmów względem stołu.
Stół poprawiam ilekroć przechodzę mimo. Krzesełka dosuwam.
Samochód musi stać prosto, dzieci nie mogą się garbić.
Idąc korytarzem nie mogę się oprzeć pokusie i dyskretnie poprawiam sąsiadom wycieraczki pod drzwiami.


Ostatnio zostałam wezwana na tajną naradę do Pana Prezesa.
Pan Prezes się zapętlił w jakiejś barokowej tezie, a ja skorzystałam z okazji i szybciutko naprostowałam mu obrazki w gabinecie.
Przyłapawszy mnie na tej wstydliwej czynności zapytał zdumiony i zatroskany: Ale co? Wali ci?


Wali.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza