piątek, 3 kwietnia 2009

fąfi dąfi

Nie będąc świadomym konsekwencji, Eric Fulham zapragnął odbyć ze mną czat.


Cha, chaaa! Nie wie on, iż ze mną nie można niczego odbyć, gdyż jestem osobą niezwykle zajętą.


Dziś, na przykład, myłam okno obwieszona bachorami. Jeden bachor wykrzykiwał namolnie: teraz ja! teraz ja! krecił roletą i wyrywał mi to gumowe urządzenie (nie wibrator!) a inny wspinał się na stołek i wyżej, po mojej nodze i pohukiwał przez okno: tata! tata! zupełnie, zdawało by się, nie apropos.


Innym razem nie mogę, gdyż wyczarowywuję właśnie przy garach delicje z kaszanki.
Kiedy indziej zaś szaleję obecnie w ferworze na placach zabaw i w dupie mam czaty.


Tak więc, drogi Ericu Fulhamie, nic z tego nie będzie (ty mały, łysy, szybkostrzelny palancie, jak zwykł mawiać pan prezes podając się jednocześnie za długonogą Edytę).


Zatem do alfabetycznej listy lukratywnych zajęć zatytułowanej.: „Co robią ludzie, którzy nie mają dzieci” dopisujemy na pozycji pięćsetdziewięćdziesiątejsiódmej: czatują, pomiędzy czas trwonią a czytają, skutkiem czego czeszą chomika spada o oczko niżej.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza