wtorek, 28 kwietnia 2009

maj miesiącem oszczędzania

Spojrzawszy na wyciąg z karty kredytowej stękłam i zarządziłam cięcia budżetowe.
Od dzisiaj pasta kolodent, szary papier, szare mydło, czarny chleb i czarna kawa.


Czarno to widzę.


W ogóle mam lęki i depresje oraz labilność emocjonalną.
Wczoraj, przepuściwszy staruszkę na pasach, wzruszyłam sie do łez, że taka jestem dooobra.
Starowinka kuśtykała powolutku a ja szlochałam nieomal w swój artystowski szaliczek.
Bo tak!


Wszyscy wiemy, co to oznacza.


Wieje, piździ, a ja nienawidzę siebie.
Od tego można nawet umrzeć.
Hajdi wróciła do lustra.


No, ale jadę do Włoch. Dlatego wczorajszy seans w lumpeksie odbyłam pod hasłem Rimini 2009.


Zakupiłam jedną schizofreniczną koszulkę made in Nepal i cytrynowe pumpy alladynki ju ken dęs.
Będę zadawać szyku między limuzyny.


Frik, frik.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza