wtorek, 9 czerwca 2009

nasza koza becy bo jom bolom plecy

Poziom niezrozumienia między niedobitkami płci pięknej a płcią brzydką w miażdżącej przewadze, sięga tu zenitu.


Ja o wozie, płeć brzydka o kozie.


I tak, już drugi rok z rzędu jeżdżę w sposób nieuprawniony z kartką a cztery w miejsce dowodu rejestracyjnego. Sama jestem sobie winna, gdyż tkwiąc w daremnym uporze, nie przysunęłam dotychczas Wydziału Komunikacji pod nos petenta.
(Małżonek jest mistrzem świata w stosowaniu opresji metodą biernego oporu).


Meee, meee!


Nuży mnie także wielokrotne powtarzanie w ciągu dnia perory na temat braku walorów odżywczych kokakoli i czipsów.
I że równie dobrze można by się napić oleju silnikowego. Przepracowanego. I zagryźć papierem ściernym. Posolonym.

Ale dlaczego? Wytłumacz mi dlaczego? Nie przyjmuję do wiadomości odpowiedzi „bo nie”.

(Aramaj jest mistrzem świata w stosowaniu opresji metodą zdartej płyty).


Meee, meee!


I że nie wolno w pierwszych słowach swego listu gryźć interlokutora w rękę, wrzeszczeć o wszystko godzinami i w złości smarkać matce w spódnicę.
(Buniozyl jest mistrzem świata w stosowaniu opresji metodą łatwo wybuchających, niekończących się decybeli).


Meee, meee!


Ko-za-me.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza