poniedziałek, 8 czerwca 2009

mamaniebij!

Bardzo dzisiaj jestem ten. I nie ten.


Ten, gdyż mam na sobię nową parę jeans rozmiar 34 yeah, yeah.
Co prawda z Orsay’a, więc się nie liczy, ale nie wszyscy muszą zaraz o tym wiedzieć, nie?


Nie ten, ponieważ małe dziecko usiłowało wczorajszej nocy popełnić samobójstwo, a winą za to obarczyć mnie.
Wyskoczyło, mianowicie, na kepkę z łóżeczka, robijając sobie nos i górną wargę. Wszystko to po tym, gdy rycząc wściekle, żądało abym je wzięła do siebie do łóżka, a ja kategorycznie odmówiłam oświadczając, iż mam ważniejsze sprawy w komputerze.
I wtedy rozległ się huk i wrzask i dziecko znalazłam poległe z rozkwaszoną twarzą na panelu.


TAKA OTO KARA SPOTYKA MATKI ZA SAMOWOLNE USIŁOWANIE CZYNNOŚCI NIE ZWIĄZANYCH Z ROZKOSZAMI MACIERZYŃSTWA.


Pobladłymi dłońmi pozbierałam resztki dziecka z podogi i pobiegłam tamować krew buchającą z nozdrzy. Obmywałam szlochając, że nic się nie stało, a krew płynęła wartkim strumieniem, i dziecko ryczało a ja czułam, że mi słabo i miażdżące poczucie winy, że jestem superkurwapotworem, który zabił swoje dziecko za to, że chciało się tylko przytulić, że przedłożyłam swoje allegrowe psychostylizacje (wystawić wózek w niedzielę o 22, w niedzielę, po grillu wszyscy siadają do komputerów i kupują wózki) nad zdrowie i życie swojego maleństwa.


Maleństwa, które między nami mówiąc, jest potworem, i które ogarniete buntem dwulatka nie rzuci ziemi, odda życie za sprawę aby tylko postawić na swoim.
Maleństwa, które przy gościach prosi cichym głosikiem mamaniebij i patrzy jak łania.
Maleństwa, które pyta swojego ojca ze współczuciem: Maś aua? Mama bije?


Dziecko chyba czuło, że przegięło, gdyż kiedy tylko przestało sikać krwią z nosa i zostało przebrane w nową piżamkę, jęło mnie zapewniać, że już nie boli. I faktycznie, zamiast spodziewanej jesieni średniowiecza z twarzy, mialo już tylko nieznacznie spuchniętą górną wargę.


I dzisiaj jest jak nowe.
Ale ja już nigdy nie będę sobą.


I tak za każdym razem.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza