wtorek, 23 czerwca 2009

pogoda ładna

Ten typ aury nieodmiennie kojarzy mi sie z wakacjami z Tatą: pada oraz wieje.


Wakacje z Tatą miały ten koloryt, że w najlepszym razie mżyło.
Oczywiście, można próbować to zrzucić na karb zbiegu okoliczności, z tym, że każdy  i n n y  zbieg okoliczności bywa czasem korzystny.
W tym przypadku rzecz nie miała miejsca.


Jego przyjazd nad morze zwiastowały zawsze kłęby czarnych chmur nadciągające nieuchronnie z południa, niż baryczny, biometr niekorzystny  oraz przybór wód na Warcie.


A potem już wiadomo: dziesięć w skali boforta.


Dlatego woleliśmy podróżować nad jeziora.


***


Każdy tęskni do krainy swojego dzieciństwa (oraz sobie rzepkę skrobie). Czy był w niej szczęśliwy czy nie – nie pamięta.


Pamięta jedynie ukryte w zielonym gąszczu, uczepione krzewu ptasie gniazdko, pełne miniaturowych prehistorycznych stworów rozdziawiajacych szeroko obciągnięte żóltą skórą pyszczki. Pamięta rozpacz, gdy nazajutrz stało puste.


Pamięta zielonozłotą, prześwietloną promieniami słońca wodę, gęstą jak rtęć, maleńkie rybki skubiące delikatnie zanurzone niej dłonie.
Długie włosy wodorostów czesane dziobem łódki, żywe w wodzie a zdechłe na wyciągnietym nad powierzchnię wiośle.


Martwe natury z żywych raków na piasku, kompozycje z kamieni, muszli, patyków, roślin, za szkłem z lustra wody.


Dzieciństwo to kontemplacja. Smakowanie trawy. Wąchanie świata.


A co śmierdzi spalinami i skrzeczy budzikiem?


Dorosłość.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza