poniedziałek, 13 lipca 2009

przygody druha borucha

Syn.
Syn jechać wyjechać. Lada dzień.
Czwartek, dwudziesta. Kierunek – obóz harcerski.
Zanim jednak wyjechać, wrócić.


Wrócił zatem z ciepłych krajów z fazą na alkohol. Chodzi, wącha czy gdzieś się nie pije, bo też by sobie walnął. Raz sobie bowiem walnął.
Na miejskim festynie rozdawano darmowe wino, więc drapnął, lecz, powiada, straaaszny sikacz, sama woda.
Przyłapany na gorącym uczynku przez ciało pedagogiczne, wylądował wraz z kolegami rozdrapywaczami w pokoju na czas pokazu sztucznych ogni, gdzie się z dotkliwości owej kary śmiali w głos i do rozpuku, gdyż mieli pokój z widokiem na morze i lepszy nawet ogląd fajerwerków.


Wot, pedagogika.


Metody wychowawcze, ogólnie rzecz biorąc, są na dzień dzisiejszy niezwykle nowoczesne.
Weźmy to: syn miał przyjemność, za sprawą kolegi z pokoju, zażyć kąpieli głową w kiblu. Natychmiast, ociekajac dowodem rzeczowym, udał sie na skargę. Przybył z panem wychowawcą na miejsce zbrodni, gdzie dokonał okazania paluszkiem wskazującym.


Pan wychowawca, człowiek energiczny, niezwłocznie przystapił do działań pedagogicznych i ryknął do wskazanego: JEBNĄĆ CI?


Nie zdążyłam zapytać czy jebnął, gdyż straciłam przytomność.


Obecnie zatem dajemy spokój zagranicznym snobizmom i górę bierze etos harcerski.


Czu-waj!



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza