czwartek, 22 października 2009

nouvelle cuisine

Facebook to niezwykle praktyczne narzędzie.


Można się z niego np. dowiedzieć o aktualnym stanie poniekąd cywilnym swojej rodzonej siostry. Polecam wszystkim pragnącym pielęgnować więzi w tych trudnych czasach.


A tymczasem czekam, aż mi tu współpracujący przyjdą na zakład i przyniosą mleko ku kawie, gdyż do wyżarcia wszyscy są chętni, a jak nie ma, to nie ma. Nikogo. I teraz nie mogę się napić kawy z mlekiem i boję się, że zasnę na posterunku.


A jakie ja mam sny!


Nie dalej jak przedwczoraj penetrowałam portale społecznościowe i się mimochodem natknęłam na pewnego pradawnego przelotnego znajomego (nic nie było!). Pooglądałam zdjęcia z epoki, zawzruszyłam się nad minionym. Tyle.


I tu naraz śni mi się on tej samej nocy (najdroższy, NIE CZYTAJ!) i nastaje w tym snie on na moją cnotę z użyciem aż trzech(!) narządów płciowych, albo ani jednego, nie wiem, gdyż wszystkie one wyglądały jak kiełbasa podwawelska jako żywo.


Więc wyciąga on z rozporka te niczego wędliny (gospodynie domowe wiedzą o co chodzi) i ja nie wiem która jest która, i co tu począć z tym dobrodziejstwem inwentarza.


Na to wpada jego narzeczona (też figurowała na zdjęciach) i robi mi dziką awanturę, nie wiadomo czy bardziej o serce wybranka, czy o to, że jej wyżeram z lodówki, bo niestety dzwoni budzik i wszystko niweczy.


Ot, typowe sny erotyczne kur domestik.
Na patelnię.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza