wtorek, 8 grudnia 2009

ładne rzeczy!

- Jestem Margaret. – Odparła szczupła kobieta, podając rękę w stronę mojej mamy.


Wiem, nie jestem normalna, ale kiedy napotykam podobne konstrukcje językowe, wprost omdlewam z rozkoszy.
Może to skutek zbyt wybujałej wyobraźni: przed oczyma natychmiast staje mi szczupła Margaret, podająca na srebrnej tacy rękę w stronę wyżej nadmienioną. A skoro jestem zawołaną toporystką, toporofanką i toporowyznawczynią, to się rozumie samo przez się.
(Cytat pochodzi z bloga pewnej bardzo młodej, jak sądzę, osóbki, której serdecznie z tego miejsca dziękuję za wzruszenie, jakiego doznałam).


Moje dzieci też są nienormalne.
Długo by opowiadać. Nadmienię tylko, iż mój mały syn, znany tu jako Buniozyl, zadziwia mnie ostatnio bezgranicznie.


Bowiem jest to DZIECKO, KTÓRE NIE LUBI, BY MU CZYTAĆ!!!


Słyszał ktoś kiedyś o takim przypadku?
Nie wiem, może za dużo telewizora. Może śmiertelnie go nudzę swoją historią, ani się przy tym nie trzęsąc, ani nie mieniąc tęczą barw?
W każdym razie gardzi dylematami w rodzaju: Im bardziej Kubuś zaglądał w dziurkę, tym bardziej tam Prosiaczka nie było.
Czytanie go mierzi, rzuca się na łóżku, śpiewa, charczy, obnaża się i zakłada sobie nogę na szyję.


Robi jeden jedyny wyjątek: dla gazetek ofertowych z supermarketów (wydania specjalne, mikołajkowe). Godzinami może konsumować oczami kopary, gitary, klocki, traktory, dźwigi, kasy fiskalne, etcetera, bomba.
I przy każdym z przedmiotów pożądania się upewnia, czy mu kupię.


Kupię, jak psa ogłupię – jak zwykła mawiać moja babcia. A może obłupię. Wszystko jedno.


No tak, wiem, wiedziałam, słyszałam: podobno astralne wagony tak mają.
Oszalała konsumpcja i zamiłowanie do luksusu.


Ale żeby dzieckiem w kołysce bywszy nabywać z żurnala?


A mój stary, w sensie „stary”, to z kolei wyłacznie o nowych myszkach makintoszowych.
Tu cytat (wzrok zamglony): Taaak, te myszki czułe na dotyk to naprawdę coś…


Śfinia.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza