poniedziałek, 11 stycznia 2010

lekka niestrawność


To na trzecim, to szyba samochodu zarośnięta lodem. Lodem, który najpierw mnie swą urodą zachwycił, a następnie skuwanie go z pojazdu zajęło mi równo godzinę. Taka wdzięczność!


To na trzecim, a w tefałenie znowu bomba!
No bomba!


Kocham tefałen za jego superprodukcje, które mję od zawsze zachwycają i dają mi siłę napędową, bym patrzyła w zachwycie na ten tefałenowy świat i marzyła jednocześnie o lepszym życiu pośród piękna i urody.


Wiedziona testosteronem (gdyż to testosteron właśnie, a nie braki w ofercie programowej bynajmniej, odpowiada za przerzucanie kanałów TV) natknęłam się na odcinek pierwszy. Rozsiadłam się zatem wygodnie na kanapie i nastawiłam umysł na wchłanianie cukrów prostych.
Pojem trochę z tej bomboniery – myślę sobie. I patrzę.


I patrzę, patrzę, patrzę, a oczy me coraz większe się stają, coraz okrąglejsze i w końcu mam już oczy jako ten pies z baśni: jak młyńskie koła.
I pytanie się we mnie rodzi, bolesne, dojmujące, pod zmarszczonym strasznie czołem, straszne pytanie:
CO TO, KURWA, JEST?!
I szczypię się w udo, w łydkę, kolano i chce mi się krzyczeć, ale nie krzyczę, bo mi się dzieci zbiegną i zaczną pytać o co chodzi. I co ja odpowiem?


CO POWIEM DZIECIOM (o szesnastej)?


Że to, co tu nam przedstawiono pod postacią serialu, to cukrowa wata, a w niej pięć rodzajów LUDZKIEJ spermy!
Że ta, oto, przepiękna dziewica o twarzy anioła pośród plant kwitnących wiosną, została brutalnie zinseminowana pod pretekstem cytologii, tfu, na psa urok, jezusmaria, ludziska, strzeżcie się cytologii!


Zdrętwiałam na wspomnienie historii mojej siostry, którą dręczył kaszel i drogą nieporozumienia znalazła się z tym schorzeniem na fotelu ginekologicznym, niepoczesana, W KRAKOWIE!


A potem była przerwa na reklamę, która mnie rozhipnotyzowała na tyle, że udało mi się wdusić guzik off.


Nooo, Drodzy Państwo Tefauenostwo, jest dobrze!
Jest lepiej niż kiedykolwiek.
Słodko i pikantnie zarazem. Perwersyjnie.


Obawiam się tylko, że tym razem po Waszych deserach się telewidzom leciutko odbija.
Nie precyzujmy CZYM.


Powiedzmy, że „bitą śmietaną”.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza