wtorek, 5 października 2010

dziś jestem chujem

Today I’m a dick.


I jako taki pojechałem do galerii handlowej celem nabycia torebki, która
by nieco, choć na chwilę, zniwelowała to przykre uczucie.
Niestety, mimo iż wszystkie były chujowe, nie zdecydowałem się na zakup.
Wracając do domu, myślałem, że ONI też tam będą.
Ze mną. Zamknięci w jednym pomieszczeniu.
I będą mnie dręczyć, udręczać, a ja nie będę umiał ukryć, że ich dziś
nie znoszę, choć generalnie to ich kocham, oczywiście. [ofkors]


ALE NIE DZISIAJ!


Dziś ryj mam zbledły, włos wyrzedły i bardzo żałuję, że nie mogę się
katapultować na księżyc, gdzie mógłbym bez skrępowania walić głową o
krater. I histerycznie kląć, przeklinać, miotać przekleństwami.


Taki nastrój.


Ide się ugryźć w rękę. Do krwi.
Z najlepszymi życzeniami.



Szukam gorączkowo w myślach dziesięciu rzeczy, które lubię.
Wczoraj już były trzy.


Dziś ich liczba drastycznie spadła. Do dwóch.


Po pierwsze lubię dobro luksusowe – święty spokój. To gdy go nie mam, bo gdy jest, czuję się nieswojo. Nieprzyzwyczajona jestem. Spięta. Nerwowa.


Wobec tego, celem zrelaksowania się, postanowiłam podjąć kroki w kierunku zrobienia na drutach.
Celowo posłużyłam się, tu oto, formą dokonaną, gdyż robienie na drutach, nie jest mi obce, natomiast zrobienie jakoś mniej.


Chociaż nie. Razu pewnego zrobiłam. Skarpetkę. Ale nie wiem, czy się liczy, bo tylko jedną.
I raz czapeczkę.
Zrobiłam ją w dwa lata.
Jednego wieczoru robiłam, a drugiego zrobiłam, dwa lata później.


A potem jej nigdy nawet nie zgubiłam. To jest dopiero coś.
Choć właściwie to nic wielkiego, bo nie gubię.
Nie lubię gubić.
Nie gubię lubić.


Zastanawiam się wobec tego, czy powinnam napisać, że lubię robić na drutach? Czy mam do tego prawo?
Bo wtedy by były już dwie rzeczy…


Gdyby natomiast quiz opiewał na rzeczy, których nie lubię, to na dzień dzisiejszy mogę wymienić 101:
Po pierwsze, nie lubię zrobić na drutach…


Nigdy mi nie wychodzi.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza