piątek, 27 maja 2011

atak muzy

Sądzę, że to ta wiosna.


To ona mnie rozprasza na tyle, że nie potrafię się skupić na wewnętrznej udręce, na wydrapywaniu sobie w duszy dziur, by się potem nad nimi pochylać ze łzami w oczach.
To wiosna nie sprzyja delektowaniu się cierpieniem, gdyż kukułeczka rozkosznie kuka, chłopiec panny szuka, i nie sposób znaleźć w sobie tyle mroku, żeby starczyło na myśli samobójcze. Zatem, można zaryzykować, że jest dobrze, choć zawsze mogłoby być lepiej, przy czym niektóre niekorzystne aspekty pozostają niezmiennie aktualne.


Konkretnie chodzi o kurz, brud, nieład i ogólną lepkość. Napisałam nawet na ten temat odnośny poemat pt.


Niezmienność następstw cyklu przyrody w aspekcie higienicznym.


głodna lodówka
świeci
ogrzewa wewnętrznym blaskiem
plaster sera spocony
szarzeją roztocza
rozmowa
się klei
podłoga
stół
krzesło
mech
porasta wannę
znowu
zima
idzie/idzie się
zerzygać


Po tym krótkim incydencie z muza poezji lirycznej (Euterpe) wracam na powrót (pleonazm) do garów i mopa.
(proza)



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza