poniedziałek, 9 maja 2011

co robi otchłań?

Zaległości, niedobory, kryzys.


Tymczasem przyleciały jaskółki i robią jazgot.
Jaskółcze hałasy robią mi dobrze na życie. Lubię. Oznaczają, że teraz będzie dobrze. Albo, że kiedyś było dobrze.
Wiosną.


(Niemniej trochę zaczynam się dręczyć, że już maj i zaraz zima. Mój mąż twierdzi, że jestem chybiona).

Wiktoria nie jest już moją małżonką
– zwierzył mi się Bunio. Tym samym straciłam szansę na posiadanie kolorowych wnucząt. Przynajmniej na razie. Fajnie jest mieć wielobrawne potomstwo – przynajmniej żadna z babć biorących udział w wózkowym wyścigu zbrojeń, nie zarzuci mi, że moje wnuczę czeguś bledziutkie.


Ach te kobiety. Julietta z wypiekiem na licu oświaczyła wczoraj - Jestem do szaleństwa zakochana w moim koledze! Do szaleństwa, ciocia! I rzeczywiście wzrok jej płonął.


Czekam zatem kiedy Aramaja także trafi szczała amora – jest szansa, że wówczas nie trzeba go będzie wlec za wierzgającą nogę do łazienki. Niewykluczone także, że odkurzy szczoteczkę do zębów. Kto wie?


Reasumując: Bunio rozwiedziony, Julietta zakochana, Aramaj nieumyty.


A co u Was?



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza