Tak paczę na tego Pudla i się zastanawiam – skąd te celebryty w stolycy mają taką sprzyjającą aurę?
Mucha na spacerze – najbezczelniej w obliczu udręczonych polskich matek szczęśliwa i w słońcu, pieluchy w siacie niesie z kałfchofa, tryska humorem, faluje biustem, rozkminia w jaki sposób zainwestuje w Stenię zaoszczedzone w ten sposób walory. Nagle telefon – to producent pieluchomajtasów! Właśnie przed chwilą widział ją na pierwszej stronie superekspresu i mu się skojarzyło. A to ci przygoda! Bogatemu i byk się ocieli! Nieważne, co było pierwsze – krowa czy cielę.
Idźmy dalej – Koronieska z Dąbworem, znowu słońce – Pogoda była przepiękna – galopuje redaktor – Wyglądali jak szczęśliwa, kochająca się rodzina! Przegięcie.
A u nas, prawdaż, na wsi pada sobie deszcz, chlipie, chlapie, chłepce, chlepce, szepce też.
Lecz głównie rżnie biczem szkockim bez dania racji: z moich dwudziestu pięciu zbombardowanych pelargonii zostały smętne, bezkwietne glony, zaraz wypuszczą szarą pleśn i skończy się ogrodniczkowanie.
Zatem raczej syf i zgnilizna, z tym że ja nawet lubię, jak wszystko paruje. Tylko te celebryty stoją solą w oku. Pozostaje mi tylko cicha radość z faktu, że to co dla nas tutaj jest ulewą, to tam, dla Muchy, będzie falą powodziową. Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy.
Wesołego dyngusa, Anno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz