wtorek, 17 lipca 2012

lipiec srypiec

Tak się czasami obawiam zachodząc w panel, że mnie zdemencjonuje i zapomnę, na śmierć zapomnę hasła do swegu blogu. I co?


Raz już tak miałam: zapomniałam numeru telefonu do domu. Nie był
skomplikowany, sześciocyfrowy plus kierunkowy – specjalnie w celu
wykręcenia go udałam się na pocztę w miejscowości nadmorskiej, ale po
drodze przytrafiły mi się ze trzy piwa i na śmierć zapomniałam. Stałam w
tej dusznej, przepoconej kabinie z paździerzu na olejno i marszcząc
czółko pracowicie przypominałam sobie. I nic. Nie zadzwoniłam tego dnia
donikąd z wiadomością: Kochane pieniądze przyślijcie mi rodzice.


Bosz! To były piękne czasy, zewsząd fridom i powiew wiatru we włosach
bląd, flirt i alkohole, japierdole, a teraz od lat nie miałam tak
niezobowiązująco jakichś ułamków procentów we krwi, gdyż jako osoba
dorosła i odpowiedzialna dorosłam i odpowiadam: nie, dziękuję –
parafrazując utwór: Jestem, jestem wszystkim, jestem samochodem,
tylko sobą być, sobą być nie mogę
, gdyż jutro czekają mnie: dom, praca,
mąż, dziateczki, obowiązki, zobowiązania, konieczności, terminy i
niedoczasy.


Dobra. Nie drapmy ran.


Z innej beczki: Urodziny miałam… albo nie drapmy.


To z jeszcze innej: U okulisty byłam. Mówię - Jak mi młodzi artyści dzieło sztuki pod nos
podstawią – nie widzę.
Pani doktor spojrzała w rubrykę i rzecze – No cóż, sądząc z rocznika, może już się tak zacząć dziać. Jednak skutkiem odpowiedznich badań, w których wypadłam zadowalająco orzekła – TO JESZCZE NIE JEST STARCZOWZROCZNOŚĆ. Jak miło. Aby jednak nie pozostawić mnie w stanie zbytniej pychy i samozadowolenia dodała – To się może jednak zmienić NAWET W CIĄGU KILKU MIESIĘCY.
Super. Mam czas, by wytresować labradora.


Ktoś pytał, co u celebrytów?


Otóż jest smaczny kąsek z pierwszej ręki. Mąż mój mianowicie szedł razu
pewnego ochockim zaułkiem, patrzy, a tu naraz wózek stoi dziecięcy w
poprzek na środku ulicy, a w wózku dziecko nieskrępowane szeleczką
raczkuje ku asfaltowej przepaści. Przyspieszył on zatem kroku mając w
pamięci ostatnie medialne wypadki, by w razie konieczności,
przedzieżgnąwszy się naprędce w strój supermana, złapać kruszynę
milimetr nad ziemią. I już – już miał rozsznurować buty, gdy wtem z
bramy luksusowej połowy willi neoclassicistique wyłoniła się Mucha Anna i rzekła: Czy mógłby mję pan pomóc wnieść wózek na schody?


Pytam męża, jak znajduje Muchę Annę. Mała – mówi. I głupia.


No widzicie. Nie ma co hodować kompleksów. Każdy może zostać Anną Muchą. Zwłaszcza ci mali i głupi.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza