sobota, 19 stycznia 2008

kot, rower i pedały

Boooliiii mniiiieee glooowaaa.


Byliśmy z Kotem na winie u A.

A. mieszka ze swym narzeczonym S. w nietuzinkowym apartamencie z tarasem, z którego roztacza się widok na, tak, tak, moi mili, na pałac kultury.


Podobno trzeba mieć widok na pałac kultury i oni mają. 

I to nie z bylekąd a z przestronnego tarasu. Nie byłam co prawda na tarasie ale Kot mi mówił bo był.


Na tarasie oprócz Kota był rower.


Poza A. mieszkanie należące do S. zamieszkuje M. czyli połowa prężnego kobiecego duetu fotograficznego z wielką przyszłością oraz dwóch młodzieńców zwanych pieszczotliwie przez gospodarzy Pedałami.


Niestety nie było dane mi ich poznać ponieważ udali się w podróż do rodzinnej miejscowości, z której najprawdopodobniej trafią prosto do więzienia dokąd trzeba będzie im wysłać należącego do nich kota.

Kot jest awanturujący się więc to się rozumie samo przez się.

W więzieniu znajdą się wskutek działalności artystycznej. Ma ona polegać na malowaniu obrazów przedstawiających Jedynego Prawdziwego Papieża Polaka oddającego się sodomii.

Nie dopytałam z kim.


Gdy sprawa nabierze rozgłosu dowiemy sie tego z superekspresu.


Jeden jest duży a drugi drobny i efemeryczny. Nosi damskie, białe koszule i perły. Jedynym jego niedostatkiem jest to, że szybko przetłuszczają mu się włosy.

M. podzieliła się z nim swoim szamponem.

Zobaczymy.


No i tak. 

Wypiliśmy wina z przedziału 15-20.

Prowadziliśmy rozmowy skrzące się od dowcipu (o czerwonym kapturku)

Rozbolała nas po nich głowa.

Po winach.


Buniozyl ma gorączkę.

A mnie przy nim nie ma.

Boli mnie pępowinka.


Jadę pić kolejne wina.

Nie mam na to ochoty ale

co robić?


Wszyscy cierpimy.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza