wtorek, 4 marca 2008

anoreksja-hate-love

Skonstatowalam z dzika rozkosza, ze oto spodnie wisza mi na dupie i marszcza sie na wszystkie mozliwe sposoby.
Tak, to sa chwile dla ktorych warto zlapac takiego wrednego wirusa i mu sie oddac we wladanie. Chodze teraz i sie macam po koscistych wystepach na moim ciele, ktorych od dawna nie bylo a tak za nimi tesknilam. Ba! Nawet wyciagnelam z czelusci mlodziencze dzinsy, wdzialam i swobodnie w nich… usiadlam.


Noooo


Zeby nie zaprzepascic dokonan zjadlam wczoraj na kolacje dwie mandarynki, a wlasciwie poltorej jesli wziac pod uwage ilosc wbudowanych pestek.
Tak, tak, z jednej strony krwiozercze wirusiszcza a z drugiej nikt mnie nie rozpieszcza kulinarnie. Zwlaszcza tesciowa, ktora swoje marchwice przywiezione w sloikach do sloikow zlewa i wywozi. Gdyby to bylo jadalne to byloby mi przykro. Jako ze nie jest, to jestem nawet wdzieczna, ze nie musze uniedobrzonych darow bozych wylewac do klozetu.


Jak ta kobieta mnie nienawidzi! Az milo popatrzec. Powinna wyjsc za maz za kolege Maja. Splodziliby Adolfa Hitlera, ktory by mnie eksterminowal w specjalnie zaprojektowanym Majdanku.


Wiecie jaki mam horoskop poetycki?
„Beda ciebie w mnogim tlumie
Ci potepiac, ci wynosic
Jeden znajdzie, kto zrozumie.
Jeden tylko?
To i dosyc”


Juz tak mam, ze mnie sobie nienawidza. Albo lubia, mam nadzieje, czasami.
Lubicie mnie? Cooo?



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza