sobota, 5 kwietnia 2008

paszteciki pięciu smaków

Ostatecznie wykrystalizowalam sie za sprawa pobliskiego sklepu spozywczego.


Sklep ten, choc calkiem nowy i samoobslugowy, charakteryzuje sie sporym rozgardiaszem owocujacym tym, ze zawsze cos smakowitego zawieruszy sie w magazynie i jest potem w przystepnej cenie eksponowane z adnotacja krotkie terminy.


O ja cie, ja cie! I codziennie nowe niespodzianki!


I tak w dniu wczorajszym nabylam ekskluzywny ser feta, paczke szprotek wedzonych, dla pociech danonki i trzy surowki dla zdrowotnosci.


I jeszcze wczoraj sie lekko krepowalam swych plebejskich sklonnosci, nieprzystajacych do kreowanego dynamicznie wizerunku kobiety luksusowej.
Tego, ze po wejsciu do sklepu moje krnabrne oczko, miast wedrowac w kierunku towarow delikatesowych, pelzlo na polke z przecenami.


A od dzisiaj jestem z niego dumna: grzeczne oczko ladne oczko!
Bo teraz wiem, kim jestem.
Jestem mianowicie freeganka.


Czy raczej jestem na dobrej drodze do nia sie stania, gdyz szanujacy sie freeganie wyzeraja ze smietnika.


Ale sie rozwijam.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza