czwartek, 8 maja 2008

W kleszczach milczenia pociagiem jade

Kochany pamietniczku mow mi Arnold!


Wyekspediowalam Aramaja na zielona szkole. A nie bylo latwo, gdyz towarzyszyl mi chaos wcielony w postac tesciowej, ktora sie dwoila i troila aby wszystkiego dopilnowac.
Zeby dziecko nie pojechalo brudne, nagie, bose, glodne i bez doladowania.
Wszystko gubila, przekladala, przepakowywala i owijala kilometrami specjalnie KUPIONYCH worow nylonowych.
Chciala mu tez kilkadziesiat zapakowac na wszelki wypadek.
Zaprawde, powiadam wam, moja freeganska watroba doslownie nie mogla na to patrzec!


Tesciowa wspomniala cos takze o prasowaniu ale oswiadczylam z naciskiem, ze moim zdaniem prasowanie to najbardziej bezsensowna z czynnosci na swiecie. Czlowiek prasuje, czas i pieniadz marnujac, a lasy gina z powodu jakichs tam wygniecionych majtek.
Po moim trupie. (Prasowanie to zreszta jeden z punktow zapalnych w naszym wspolnym zyciorysie. Ona, jak widac, nie odpuszcza. Ja, jak widac, tez)


Tak wiec Aramaj pojechal w sina dal. Wymiety.
Po 20 minutach zadzwonil, ze sa na stacji benzynowej.
Po nastepnych 20, ze stoja w korku.


Czekam na kolejny telefon z podrozy.
Bede relacjonowac na biezaco.


—–


12.48
Telefon ze szponow nalogu:
Mama, mama, wiesz co bylo? Dawidolot wrzucil 5 zlotych do jednorekiego bandyty i mamy 39 zyla! Ale fajnie!



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza