niedziela, 11 maja 2008

Who’s that lipstick on the garaż?

Co za pracowity dzien! Za plotem komunisci latali w bialych kieckach a ja mylam woz.
Raz w roku, zwykle w maju, mam taki atak, ze myje swoj, niewiadomego juz wowczas koloru, pojazd.
I to bylo wlasnie dzisiaj.
Zaczelo sie niewinnie: umylam rower. Po czym, czujac niedosyt, rzucilam sie na samochod.
Jak tylko skonczylam spadl deszcz i zniweczyl nadzwyczajny polysk szyb oraz lustereczek.
Podly.


Buniozyl powiedzial dzisiaj pierwsze slowo.
Nie mama.
Nie tata.


Powiedzial: hał!
Na psa. A zawsze mowil: a!
Czyli zmiana semantyczna.


A moze on nie jest Bulgarem tylko Anglikiem?
Juz sama nie wiem z kim mam do czynienia.


Ponadto w dniu wczorajszym zrobil sie na drag queen. Dorwawszy moje szminki wysmarowal sobie cala gebe, klate (w sweterku) oraz przescieradlo wzdluz loza. Nastepnie przyszedl mi sie zaprezentowac w moim bucie na obcasie.
Miodzio.


——


Telefon od syna z wybrzeza:
Pieniadz topnieje szybko. Dzisiaj rano D. wracajac z kosciola kupil sobie esesmanska spluwe.
Aramaj nie mogl byc w zwiazku z tym gorszy.
70 zl w 3 dni.
Spoko.
Podobno maja z D. WSPOLNA kase.
Intrygujacy eksperyment. Ciekawe, co na to kukulki i kto kogo zrobi na szaro.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza